Człowiek jest częścią przyrody, jest jej dzieckiem i owocem postępującej w niej ewolucji.

Kto sobie tej banalnej prawdy nie przyswoi, kto nie pojmuje, że odbierając przyrodzie – rzekom i morzom, lasom i łąkom, roślinom i zwierzętom – jej przestrzeń i możliwość nieskrępowanego rozwoju, ten pozbawia szansy na przetrwanie również naszemu gatunkowi. Nieustanne podpieranie się człowieka biblijnym „i czyńcie sobie ziemię poddaną” i poszerzanie obszaru, w którym natury nie ma, bo jest wyłącznie człowiek, jego infrastruktura, technologia i kultura, jest strategią samobójczą. Jest nas po prostu za dużo, jak na możliwości natury, aby wytworzyć dla nas pożywienie, świeżą wodę i czyste powietrze. Musimy odczytać „czyńcie sobie ziemię poddaną” na nowo jako „dbajcie o swoją ziemię.

Widziałem w swoim życiu wiele fatalnych skutków ludzkiej chciwości, niewiedzy i krótkowzrocznego egoizmu gatunkowego. Widziałem jednak też, że człowiek potrafi zrobić krok wstecz, oddać naturze tyle, ile jest jej niezbędne, do dalszego trwania. Trwania, co podkreślam jak najmocniej, ku naszemu własnemu pożytkowi i dając nam zasoby, bez których czeka nas zagłada. I takie wycofanie się człowieka dla dobra natury nie oznacza, że człowiek musi oddać swój dorobek, swoje zdrowie, czy inne dobro. Jedyne, co jest niezbędne, to wyobraźnia i zmiana w podejściu do zasobów przyrodniczych. Musimy przestać rabować, a zacząć dbać i chronić.

Podczas spotkania z kandydatami do Sejmiku Województwa Podlaskiego dowiedziałem się, że ani jedna rzeka na – rzekomo zielonym – Podlasiu nie jest w klasie czystości 1 (czyli bliska naturalnej czystości). To jest jedno z mniej uprzemysłowionych województw, którego potencjał i dostatek mógłby leżeć w oferowaniu zapracowanym Polkom i Polakom odpoczynku w ciszy i wśród nieskażonej natury. Ale ten potencjał dewastujemy, niemądrze oczekujemy, że nasi goście przyjadą odpoczywać nad rzeką, w której kąpiel może być niebezpieczna dla zdrowia. Sądzę, że w innych częściach Polski jest podobnie, a często gorzej. O ile to możliwe.

Można mnożyć takie przykłady ludzkiego niezrozumienia w nieskończoność. Chciałbym, aby władze samorządowe i rząd naszego kraju wyznaczył sobie za cel ochronę (faktyczną i skuteczną) przyrody, jako nieodzownego dla zdrowia i życia obywateli zasobu. Chciałbym, aby polityka lokalna i centralna posługiwała się wyobraźnią, była wrażliwa na głosy ostrzegawcze płynące od naukowców i od osób osobiście przejętych stanem przyrody i aktynie dla jej dobra działających społecznie. Na rzecz takiej zmiany polityki chcę działać jako obywatel, a pewnego dnia, jeśli wyborcy tak postanowią, jako polityk.

Na zdjęciu dzikie rośliny w Warszawie, foto: Wojciech Kubalewski